sobota, 22 sierpnia 2009

Frustracja

Bilans dzisiejszego sklepowego rekonesansu:
- wymarzone baleriny z cholewką w Zarze (piękne, szare, zamszowe)- 199
- sweter idealny- 99
- czarne rurki- od 99
- spódnica w H&M- 99
- czarna jedwabna koszula w H&M- 149
- fioletowa H&Mska koszulka z nadrukiem- 39,90
A wzrost poziomu frustracji bezcenny.
Razem rzeczy te kosztują 684,90 zł. Kwoty tej absolutnie nie posiadam, co raczej nie przyczynia się do wzrostu poziomu zadowolenia. Z listy tej raczej uda mi się nabyć sweter- wreszcie zobaczyłam idealny, wielki, ciepły, czarny golf bez ściągaczy. Baleriny strasznie mi się podobają, choć wcześniej nie rozumiałam przeboju butów z Zary- marnej jakości, z reguły skóropodobne, do tego koszmarnie drogie. Ale urzekł mnie ten wzór (czy baleriny z cholewką mają jakąś specjalną nazwę czy są po prostu balerinami z cholewką?)- jak nie z Zary to inne, ale ja muszę je mieć (i fajnie by było jakby miały rozsądną cenę). Choć ta jedwabna koszula... I tak to leci ;)

Zastanawiam się nad ćwiekową bransoletką, oglądałam dzisiaj i mam temat do myślenia- lepsze ćwieki- piramidki czy nieostre stożki?

Dzisiejszy outfit zakupowy- przyznaję, że maxi dress do przymierzalni nie jest najlepszym pomysłem, ale da się przeżyć ;) Dalej mam wątpliwości co do połączenia z sandałami, jednak tłumaczę się, że balerin nie posiadam, a po tych z Deichmanna dalej leczę odciski.

Dotychczas (przez wakacje) niewiele było strojów z serii- co mam DZIŚ na sobie, niedługo powrót serii- po prostu będę zmuszona wychodzić często z domu i ubierać się jakoś sensowniej niż w T-shirt i stare dżinsy.

Debiut dużych fotografii- jestem ciekawa, jak to z nimi będzie, poza tym blogspotowa ramka należy do wybitnie irytujących.

A reklamację przyjęli (znaczy stwierdzili, że rozdarcie materiału jak najbardziej takowej podlega). Mam czekać do 3 września.



Image and video hosting by TinyPic


Image and video hosting by TinyPic


Image and video hosting by TinyPic



Image and video hosting by TinyPic


kolczyki: Claire's
maxi dress: New Yorker
torba: vintage
sandały: catch

czwartek, 20 sierpnia 2009

Ach, Alberto


Wspominane wcześniej powtórzenie jednego ze strojów nadmorskich. Początkowo tunikę połączyłam w zestaw spacerowy- z nieśmiertelnymi dżinsami i ( jak się okazało, śmiertelnymi) trampkami, jednak po drodze okazało się, że będzie grał mój ulubiony zespół szantowy i nastąpiła szybka zmiana planów i stroju. Zdjęcia zrobione po północy nie nadawały się do pokazania ;)
Tunikę dostałam w prezencie, od razu przypadła mi do gustu, taka ciepła i czarna. Miałam male zastrzeżenia co do ściągaczy (z reguły unikam jak ognia), jednak te dają sporo możliwości kombinowania z ubraniem.
A potem zobaczyłam tę reklamę nowej kolekcji Alberty Ferretti i już wiedziałam, jak będę ją nosić. Tak swoją drogą, bardzo podobają mi się te zdjęcia i klimat reklamy- jest taka nieoczywista. Do tego biblioteka to zdecydowanie "moje klimaty". Apaszka jak zwykle jako "to-coś-co-przełamuje-czarny-monolit", w tym wypadku awansowała też do roli "to-coś-co-przełamuje-workowaty-krój" (w skrócie: pasek).
Jutro czeka mnie heroiczna wyprawa- reklamowanie conversów. A tymczasem idę fotografować ubrania na sprzedaż.



kolczyki: Dni i Noce Szczytna
tunika: Vila, prezent
torba: pewnego razu we Francji
apaszka jako pasek: sh
rajstopy: Gatta
oksfordy: Ryłko

piątek, 14 sierpnia 2009

Urban turban

No cóż, nie do końca urban, paraduję w nim bowiem nad Zatoką Gdańską, ale niewątpliwie w wersji bardziej hmm... nowoczesnej, co prawda wciąż bez marynarki (wychodzi na to, że nie zabieram jej wtedy, kiedy powinnam).


Mimo mojej niechęci do plażowania, nadmorskie (nadzatokowe) spacery bardzo lubię. Prezentowany strój jest właśnie prosty, spacerowy, turban ma go ożywić. Pierwszy raz prezentuję tu moja pseudo-skórzaną kurtkę. Noszę ją dość rzadko, uderzył mnie bowiem w pewnym momencie ogrom jej kiczowatości (i dalej nie mogę się do niej w 100% przekonać), jednak jedno trzeba jej oddać- jest ciepła, odrobinkę za duża, dzięki czemu można się nią przyjemnie otulić i nie zmarznąć, będąc smaganym morskim wiatrem. Plus mój ukochany czarny golf i całkiem lubiane (mimo beznadziejnego jakościowo dżinsu) rurki. I conversy, które najprawdopodobniej pójdę reklamować po powrocie- materiał się rozdarł, nadruk schodzi... nie tego się spodziewałam. Ciekawe, czy uznają reklamację.


Oprócz stroju prezentuję obiekt mojego uwielbienia- pierwsze miejsce w kategorii "deser" zajmuje u mnie gofr, koniecznie z polewą czekoladową ;)




chusta na turban: vintage
wisiorek: YES
kurtka: nie mam pojęcia
golf: H&M
torba: vintage
dżinsy: Zara
trampki: Converse

wtorek, 11 sierpnia 2009

Outfity morskie- podsumowanie

Cóż, dostęp do Internetu nawet był, jednak ściągnięcie jakiegokolwiek programu do obróbki grafiki było niemalże niemożliwe. A zdjęcia, co prawda plenerowe, lecz wykonane przez osoby niezbyt się do robienia ich palących ("No, pośpiesz się, narcyzie jeden!") bez obróbki nie nadawały się do pokazania ludzkim oczom. Za to kajam się dziś i prezentuję zbiór strojów z minionego tygodnia (oprócz jednego, któremu poświęciłam osobny wpis, napisany jeszcze zanim okazało się, że wstawienie zdjęć będzie niemożliwe. I drugiego, bo zdjęcia nienadawały się do pokazania, powtórzę go i sfotografuję w domu)

Ogólnie stroje były dość monotonne, na plażę letnie sukienki (jak np. ta lub ta), na wieczorne spacery głównie kierując się kryteriami: "żeby było wygodnie i ciepło". Zwłaszcza ciepło! Ze mnie jest straszny zmarzluch, a w porcie nieźle wieje. Czyli ogólnie stroje morskie mają jedną "bazę": czarny golf + rurki +Conversy. I dodatki. Innymi słowy tytuł mógłby brzmieć: coś z niczego ;) A torba z czarownicą okazała się być świetną torbą na plażę.

Refleksji stricte zakupowych z wyjazdu nie mam, udało mi się tylko całkiem nieźle spożytkować 26 zł, kupując przewodnik po Francji, album z Boznańską oraz 2 filmy i na tym skończyły się moje wydatki (no, było jeszcze Elle i pocztówki...).

Poza tym parę modowych refleksji: przeglądając Elle doszłam do wniosku, że chyba niedługo stanę się obrzydliwie modna ;) Nie mam zamiaru rezygnować z koka (podobno będą najmodniejsze), żabot próbuję uszyć (opisywałam, na razie dość żałosne, próby), a z zamiarem sprawienia sobie peleryny noszę się już od dłuższego czasu. Z jednej strony niezbyt lubię nosić to samo, co wszyscy, a z drugiej fajnie, że rzeczy te mają szansę na pojawienie się w sieciówkach (co ma zalety jak: więcej wzorów, przystępniejsza cena etc.). Jeszcze bardziej nie mogę się modowo doczekać jesieni ;) Moja lista życzeń nieco się zmieniła, doszło do niej parę pozycji (z niecierpliwością czekam aż pojawią się okazje do jej realizacji). Poszukuję też odpowiednio ciepłego materiału i dobrej krawcowej, postanowiłam bowiem przechodzić tyle zimy, ile się da w pelerynie.

Przechodząc do rzeczy:
1.2.
3.

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Coś niewyraźnie dziś wyglądasz...

Zdjęcia outfitu codziennego niestety niewyraźne, nie mam pojęcia, dlaczego, wszystko robiłam jak zwykle. Strój ten miałam na sobie dnia 2 sierpnia, a gdy się publikuje prawdopodobnie jestem już w Gdyni.


Spódnica awansowała do roli mojej ulubionej, jednej z najbardziej pasujących do mnie, dlatego drżę na myśl, że niedługo nie będzie nadawała się już do użytku- jak wspominałam, materiał przeciera się i powoli dziurawi w miejscach zszycia. A ona tak ładnie łączy się z czernią i pięknie się prezentuje... Widziałam co prawda ładną spódnicę w H&M, krótszą, bez falban, o kroju balerinowatym, w delikatny niebieski niby-porcelanowy wzorek, ale tej nie zastąpi w żaden sposób.


Ostatnio coraz bardziej podobają mi się pumpy. Czarne, jak u Balbiny albo Stradivariusowskie, jak u Comadrei Roi (jak się odmienia hiszpańskie nazwy z zachowaniem zasad gramatyki języka polskiego?!). Długo się przed nimi broniłam, były zbyt luźne, sportowe i nowoczesne ;) W końcu, pod wpływem wpisu u La Comadreja Roja (tym razem zaryzykuję bez odmiany) przymierzyłam te w Stradivariusie, jednak kleszcz i związana z nim panika przeszkodziły mi w zgłębianiu tematu: "Jak ja w tym wyglądam?". Zanotowałam, że na początku tak nieco jak nie ja, ale chyba nie było bardzo źle ;) Pewnie tam wrócę i przymierzę jeszcze raz i dopiero się zacznę zastanawiać. Tylko najpierw sprzedam parę rzeczy, ale to już po powrocie. Mam nadzieję, że dam radę umieszczać tu dokumentację mych strojów nadmorskich. A teraz idę wyczyścić trampki, które po pobycie na Mazurach wyglądają, jakby po nich czołg przejechał (co najmniej).



top: Zara
pasek: po Mamie
spódnica: sh
sandały: catch
kareta: Yes
kolczyki: hand made Cioci

niedziela, 2 sierpnia 2009

Inditex lady kontra foliówki

Kolejna akcja szafiarska- tym razem pro-ekologiczna. Dziś na blogu prezentujemy swoje torby na zakupy, używane zamiast foliówek (post zbiorczy na blogu Robaczka). Zawsze miałam pociąg do ekologii, udało mi się nawet kiedyś namówić rodziców na segregowanie makulatury i plastików i o dziwo, trwa to do dziś. Do tematu: foliówki są fe, zaśmiecają środowisko i jak trudno z nimi dobrze wyglądać... Nic, tylko przesiąść się na materiałowe cudo. Jak np. to:

Moją ukochaną torbę- czarownicę przywiozłam z mojego pierwszego pobytu we Francji. Kupiłam ją podczas średniowiecznego jarmarku, który odbywał się w wiosce, gdzie biwakowaliśmy. Do tego w dniu urodzin :) Ten wzór od razu przypadł mi go gustu, nie wahałam się więc długo (tylko trochę...) nad zakupem. Wiedziałam, że w Polsce podobnej na pewno nie znajdę. Choć nie powiem, ostatnio te w M&S z Lily Cole wg Davida Downtona również mi się spodobały, ale uważam że i tak nie umywają się do mojej czarownicy :D
Jeśli chodzi o strój- obiecane połączenie wet looków i kamizelki. Wyszło hmmm... ciekawie, taka kelnerka z alternatywą dla foliówki na tacy. Wstyd się przyznać, ale cały "główny strój" pochodzi ze sklepów Inditexu. I pomyśleć, że rok temu nie weszłabym za nic do Zary... Moja ukochana tunika, prezentowana dotychczas tylko raz, uwielbiana przeze mnie, upolowana przypadkowo na zimowej wyprzedaży w Zarze. Kolor ma dość trudny do zdefiniowania, ni to błoto ni to czekolada, i przepiękny krój- taki odrobinkę stylizowany na vintage.
Początkowo chciałam zaprezentować ten zestaw z glanami, jednak w chwili obecnej wyglądają one tak (jak naturalnie, nawet kurz jest na zdjęciu), więc siłą rzeczy nie nadają się do pokazania ;)


torba: pamiątka z Francji
tunika: Zara %
kamizelka: Stradivarius
wet looki: Zara %
oksfordy: Ryłko
kokardka: vintage
kolczyki (to te): vintage

sobota, 1 sierpnia 2009

Wojny z szafą cz. V- Martensy kontratakują

Powiem coś zaskakującego- nie mogę się doczekać jesieni. Mam już tyle pomysłów na zestawy, których z powodu panujących (precz z dyktaturą!) na dworze 30 stopni, ubrać nie mogę. Martensy się zbuntowały że za długo w szafie leżą i dziś kontratakują. Wraz z dzianinową sukienką, wyprzedażowym nabytkiem z Camaieu. Co zabawne, w styczniu przymierzałam bardzo podobną sukienkę, w identycznym kolorze i bardzo podobnym kroju, jednak gdy okazało się, że kosztuje ok. 200 zł, musiałam skapitulować. A tu, proszę, podobna, dużo tańsza, i jak się pięknie układa...! Jednak nie kupiłam jej, gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy (ostatni egzemplarz)- nie zdecydowałam się na wydatek 50 zł, jakże kontrastujący z HaMowymi spodniami za 10. A potem przecenili ją bardziej :)


Tak, znowu wet looki. Wiem, że sukienka fajnie wyglądałaby w wydaniu imprezowym, ażurowe rajstopy etc. Tak się jeszcze tu na pewno pojawi :) jednak tym razem wersja niczym z The Style Scout. Dość przebrana, przyznaję, ale efekt znośny, więc prezentuję ;) Za Martensy nie będę się tłumaczyć, od razu wiedziałam że będą się ładnie zgrywać z fioletową sukienką. A ją samą zaraz pakuję do walizki nad morze, gdzie będzie mnie mile ogrzewać podczas niezbyt ciepłych nadbałtyckich wieczorów. Mam nadzieję, że uda mi się doprosić kogoś o zdjęcia wówczas.
Na koniec podzielę się jeszcze moją frustracją: Proszę Państwa, chciałam zrobić żabot. Taki z prawdziwego zdarzenia, nie jakieś marne strzępki materiału przy bluzce. I podczas wykonywania okazało się, że za nic nie umiem zrealizować swojej wizji, talentu manualnego za grosz. Wyszły właśnie jakieś strzępki materiału marne, których tu nie zaprezentuję z litości dla samej siebie. Czy ktoś zna dobrą krawcową w Poznaniu?!


sukienka: Camaieu %
wet looki: Zara %
buty: Doc Martens
kolczyki: z Pyrkonu