poniedziałek, 14 września 2009

Z fantazją?

Element fantazyjny- szal. Czyli to, co lubię najbardziej- czerń z akcentem kolorystycznym. Innymi słowy kolejne wcielenie dzianinowej tuniki. Gdy dokładniej przyjrzałam się zdjęciom oświeciło mnie, że po odcięciu ściągacza na dole i ściągaczy przy rękawach byłaby z niej świetna mała czarna na zimę ;) Do tego planuję inne DIY (w moim przypadku na pewno Destroy It Yourself)- mam nadzieję, że wyjdzie i uda mi się je zaprezentować.
Marynarka, jak pisałam, okazała się niezbędna, nie wiem, jak mogłam się wahać czy ją kupić ;)
A propos przedziałka z boku- wiem, ciągle go nie ma. Do tych zdjęć próbowałam, ale wcześniej szłam do sklepu w deszczu i moje włosy nastroszyły się niczym siano, więc wszelkie zabiegi fryzjerskie tylko pogarszały sprawę- postanowiłam wrócić do starej wersji.
Na koniec (wiem, ostatnio cienko u mnie z tekstem) widok, który sfotografowałam z narażeniem życia (tak, jako osoba roztargniona o mało nie spadłam ze schodów)- co tak ładnie pyli (to są te chwile, kiedy błogosławię środki na alergię zdolne powalić słonia...)?

Image and video hosting by TinyPic



Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

kolczyki: Pakamera (tak, taka nowość)
szal: pamiątka z Brukseli
wisiorek: YES
tunika: Vila
marynarka: Zara
rurki: Zara
oksfordy: Ryłko

niedziela, 13 września 2009

Jakby dandys

Dziś krótko i treściwie.
Strój niefotogeniczny, z 60 zdjęć do pokazania nadają się 2, w niezbyt odpowiadających tytułowi pozach ;) Do tego zakładając te właśnie rzeczy, założyłam (na podstawie informacji podawanych przez znany serwis z prognozą pogody, nie wróżby z kart) że temperatura będzie oscylować w granicach 20 stopni. Na tym samym serwisie pogodowym (nie polecam!) wieczorem owego dnia pojawiła się informacja, że o godzinie 14 temperatura sięgnęła 28 stopni, nic dziwnego, że hmmm... było mi trochę za gorąco. Swoją drogą w moim przypadku całkowicie sprawdza się jedno z ciuchowych praw Murphy'ego: zawsze, gdy zaplanujesz sobie świetny strój na następny dzień, okazuje się, że ze względu na pogodę nie możesz go ubrać.
Całość lekko kojarzy mi się z jesiennym pokazem Gucciego oraz stylem androgenicznym- taka kobieta stylizowana na dandysa. Tunika jest jedną z moich ulubionych, bardzo ładnie się układa, kupiłam ją z Zarze za 30 zł :D Z kamizelką i dżinsami wychodzi Inditex lady part two. Strój odgrzewany, proszę wybaczyć brak weny, przy następnej okazji porozpływam się nad sztuką (przy okazji opisywania stroju, w którym byłam w muzeum ;).

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

kolczyki (ostatnio moje ulubione, co ranek okazuje się, że pasują do niemalże każdego stroju): Pakamera
tunika: Zara
kamizelka: Stradivarius
broszka-muszka: vintage
dżinsy: Zara
oksfordy: Ryłko

piątek, 11 września 2009

Tewje Mleczarz w spódnicy part II

Widziałam ostatnio cudownie ubraną kobietę. Najbardziej rzuciły mi się w oczy jej pończochy- klasyczne FF. Oprócz tego spódnica- ołówek i jazzówki (wreszcie mogłam zobaczyć na żywo to połączenie i przekonałam się, że zakup tych butów to dobry pomysł). Płaszcz, bluzka (chyba biała). I koszyk w ręku, taki wiklinowy :) Nie powiem, wywarła na mnie spore wrażenie.
A co do dzisiaj prezentowanego stroju- była pensjonarka, dziś Tewje Mleczarz w spódnicy, odsłona druga ;) (ewentualnie dziewczyna z ludu). Sandały z rozmysłem, musiałam ubrać płaskie buty (nie wyobrażam sobie chodzenia po muzeum i myślenia nie o obrazach ale o bolących stopach) i do wyboru miałam te właśnie sandały, martensy, glany lub trampki. Sandały pasowały najbardziej, i odpowiednie do pogody i do spódnicy. A propos spódnicy- ostatnio zarzekałam się, że nie ubiorę więcej żadnej długiej spódnicy i miałam zamiar wyrzucić tę, jednak przedwczoraj cieszyłam się, że jednak ją zostawiłam- góra zestawiona ze zwykłymi dżinsami była bardzo nijaka.

Image and video hosting by TinyPic

kolczyki: Claire's
kamizelka: Stradivarius
golf: Stradivarius
spódnica: sklep indyjski
sandały: catch

środa, 9 września 2009

Pensjonarka

Ja chyba naprawdę nie mam stylu. Jeszcze niedawno zarzekałam się, że nie chcę długiego rozpinanego swetra, bo wyglądam w nim jak własna ciotka i nie podoba mi się on za grosz. Wczoraj, kiedy zobaczyłam na ulicy dziewczynę, która miała na sobie właśnie długi, rozpinany szary sweter z krótkimi rękawami na tle czarnego stroju- ideał! Tego samego dnia widziałam jeszcze jedną osobę, w takim samym (albo prawie takim samym) swetrze, również świetnie połączonym i teraz oprócz nietoperzowego sweterka chcę mieć też duży, szary, rozpinany sweter. Inna sprawa, że jeszcze parę ciepłych okryć wierzchnich niewątpliwie mi się przyda.
Ten stój wybitnie kojarzy mi się z grzeczną pensjonarką. Ewentualnie z Anią z Zielonego Wzgórza (ale nie będę sobie tak podmaślać). Daje on wiele możliwości, m.in. na sarenkę (względnie cielątko), na grzeczną pensjonarkę, na panią biurową (tu macham do Biurowej ;), na pensjonarkę, która próbuje się bawić , na nauczycielkę- i jak tu nie wierzyć, że ubranie to przebranie? A przy okazji komponowania go zdumiałam się, jak trudno połączyć żabot (przynajmniej ten niby żabot na bluzce), żeby nie wyszło źle/kiczowato (bo ja, w przypływie geniuszu, chciałam go z marynarką połączyć i efekt był tragiczny).
A, obiecuję, że jutro uczeszę się w przedziałkiem z boku i zaprezentuję efekt ;)
Dziś byłam na wystawie malarstwa flamandzkiego w poznańskim Muzeum Narodowym- polecam, robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza, jeśli ktoś kojarzy te obrazy z reprodukcji- kolory na żywo są absolutnie nieporównywalne. A gdy będę miała więcej czasu (tzn. w weekend), opublikuję tu moje zdjęcia zauważonych przeze mnie ciekawych poznańskich detali (tak a propos 10 prawd).

Image and video hosting by TinyPic

Tu wersja prześwietlona, ale lepiej widać bluzkę (tzw. coś za coś).

kolczyki: Pakamera
bluzka: Top Secret
ponczo: sklep indyjski
spódnica: Camaieu
pończochy: Gatta
oksfordy: Ryłko

PS. Koleżanka, widząc mnie w tym stroju, zakrzyknęła- "Boże, to dziś jakaś okazja o której zapomniałam?!"

poniedziałek, 7 września 2009

No bo przyszła taka fala...

...która pozwoliła mi blogować ;)
Chyba pierwszy raz mam za dużo zdjęć a za mało czasu na publikację (oj, z reguły było odwrotnie) ;) Systematycznie publikuję sesje- dziś prezentuję mój sobotni strój z koncertu szant. Mój ulubiony zespół muzyki folkowej (ulubiony bo zaprzyjaźniony, niekoniecznie ze względu na poziom, choć ten też mają niezły) przybył do Poznania :) Wyszalałam się wreszcie szantowo na zakończenie sezonu.

Image and video hosting by TinyPic

Koncert był na świeżym powietrzu (czego absolutnie się nie spodziewałam, nad jeziorem w nocy było jakieś 11 stopni), dobrze że wzięłam golf do torby (ja szybko marznę, co nie przeszkadza mi uwielbiać zimę).
Dzianinowa sukienka objawiła mi nowe możliwości noszenia (swoją drogą, ostatnio bardzo się zdziwiłam, widząc w H&M komin, muszę odgrzebać mój z dna szafy), okazała się też być całkiem ciepła. Niestety, materiał już wykazuje tendencje do mechacenia się, cieszę się więc, że wydałam na nią tylko 30 zł, a nie 150. Marynarkę eksploatuję nadal i dziwię się, jak wcześniej mogłam bez niej funkcjonować. Choć czasem nachodzi mnie refleksja: czy to dalej ja? (patrz: minimalizm oraz tu).


Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

kolczyki: Pakamera
golf: H&M
sukienka: Camaieu
marynarka: Zara
torba: Camaieu
dżinsy: Zara
oksfordy: Ryłko

niedziela, 6 września 2009

Nauka minimalizmu

Nauka minimalizmu w kwestiach ubioru (w każdej innej dziedzinie jestem minimalizmowi z gruntu przeciwna) w moim przypadku dopiero się zaczyna. Zawsze miałam skłonność do przeładowanych, bardzo dziwacznych stylizacji- skutek chęci wyróżnienia się. W moim przypadku chęci nadmiernej i niezdrowej (bardzo frustrujące, nie polecam). Kiedyś za nic w świecie nie założyłabym po prostu bluzki i dżinsów, dziś prezentuję ten do bólu zwyczajny zestaw na moim blogu, okraszając strój jedynie marynarką i oksfordami. Marynarka okazała się być bardzo dobrym okryciem wierzchnim na chłodne (wg niektórych bardzo rześkie) poranki, ciekawą (dla mnie, bo nową) alternatywą dla trencza czy kurtki. Buty zmasakrowały mi stopy kiedy to spacerowałam w tym stroju po poznańskiej Cytadeli (z naukowego punktu widzenia było to ciekawe doświadczenie. Nadałabym mu tytuł: "Kiedy odpadną mi stopy?!"). Dodam, że spacer był zaplanowany wcześniej, specjalnie wzięłam tenisówki, żeby sobie w nich spokojnie pomykać po ścieżkach, jednak nie założyłam ich ze względów towarzysko-estetycznych ;) Od razu przypomina mi się tytuł jednej z pyrkonowych prelekcji: "Chcesz być piękna? To cierrrrp!".

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Wiem, że zdjęcie poruszone, ale musiałam (przymus wewnętrzny) je dodać -to najładniejsze zdjęcie z sesji ;)

kolczyki: Pakamera
golf: Stradivarius
marynarka: Zara
dżinsy: Zara
oksfordy: Ryłko

piątek, 4 września 2009

10 prawd, niekoniecznie o flamenco

Tagnięta przez Fretkę (dziękuję!) poczułam się zobowiązana do wyprodukowania kolejnego posta (nie ukrywam, piątek też ku temu sprzyja). Oto i 10 prawd o mnie:

1. Wychodzę z kina po napisach (albo na samym ich końcu) i nie cierpię, kiedy ktoś zasypuje mnie potokiem słów zaraz po wyjściu z sali. Ja dalej przeżywam film.
2. Gdy byłam mała, zawsze chciałam mieć inne imię, najlepiej "fantazyjne", do dziś mi do końca nie przeszło- drugie imię Elfryda albo Dobrawa dalej jest pociągające.
3. Nie wymawiam "r" (ciągiem, w wyrazie "wyraz", "rower" albo "pralka" umiem). W dzieciństwie chodziłam do logopedy, nie pomogło.
4. Kiedy miałam 6 lat i ścigałam się na wysypanej żużlem drodze koło domu mojej babci na rowerze, przeleciałam przez kierownicę. Ślad w postaci żwiru w jednym miejscu pod skórą mam do dziś.
5. Będąc w domu praktycznie non stop piję herbatę.
6. Byłam wegetarianką.
7. Uwielbiam panoramy miast.
8. "Dumę i uprzedzenie" przeczytałam, mając 9 lat, pod wpływem książeczki "Matylda" (mała inteligentna pięciolatka czyta co znaczniejsze tomy literatury pięknej, nie mogłam być gorsza). Pamiętam tylko, że najmłodsza córka uciekła z oficerem. W tym samym czasie próbowałam przeczytać "Stracone nadzieje" Dickensa. Scena, w której asystent (a może to był służący?) prawnika pluje na płaskorzeźby z kości słoniowej po czym pieczołowicie ściera z nich kurz (ze śliną) własną chustką, obrzydziła mnie do tego stopnia, że nie dokończyłam lektury do dziś.
9. Patrząc na coś zwracam największą uwagę nie na całość, lecz na detale.
10. Mam hopla na punkcie cytatów- w moich notatnikach, obok dat, jest ich pełno, zawsze zakreślam je w książce, czasem zapisuję na kartkach te z filmów, przyklejam na starej winylowej płycie.

A ja grzecznie poproszę o wyjawienie 10 prawd Łucję ;)


Prezentuję do tego strój wczorajszy (dzięki spódnicy kojarzy mi się z flamenco, stąd pozy)- zabawa proporcjami świadoma ;) Wszystko już wcześniej prezentowałam, nie opiszę po raz 100 historii zdobycia każdego z elementów, za to zaprezentuję nowy nabytek- przeceniona torba z Zary, wygrzebana ze stosu dodatków kiedy to z przyjaciółką weszłyśmy do tego sklepu z bardzo luźnym podejściem ;)

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

kolczyki: Pakamera
golf: Stradivarius
spódnica: sh
rajstopy: Raj Stopy
oksfordy: Ryłko